Loch Lomond, Rannoch Moor, Glencoe a może i jeszcze więcej w jeden dzień

Na ten dzień czekałam 😀  Wycieczka w piękne rejony Szkocji i poszukiwania potwora z Loch Ness.

A jakie ja miałam pojęcie o rejonie Highlands? Żadne! Kojarzyło mi się oczywiście Glencoe, Loch Ness i tyle.

Pozwolę sobie zacytować za moim przewodnikiem, bo to dobrze oddaje to, co widziałam i co czuję:

Piękno niecywilizowanego regionu, nieskalaną malowniczością i splendorem wprawia przybyszów w zachwyt.

Jeszcze się dobrze nie rozejrzą a już planują powrót

Plan wycieczki przedstawia się następująco:

Zastanawiałam się czy nie wynająć samochodu, ale nigdy nie jeździliśmy po lewej stronie, po drugie to 500 km, po trzecie chciałam się skupić na tym, co zobaczę. Odpuściłam.

Oczywiście jak to w Szkocji, deszcz przeplata się ze słońcem. Zazwyczaj zaczyna padać jak wsiadamy do busa, jak się zatrzymujemy to świeci słońce 🙂

Zbiórka o 8:00 na George Square. Busik podjeżdża. Nie wiem jak to się stało, że my wsiedliśmy pierwsi, więc wybraliśmy sobie miejscówki, jakie chcieliśmy. Zaraz za kierowcą.

Gdy tylko ruszyliśmy, nasz kierowca – Peter robi nam szkolenie, ze szkockiego 😀

Glen po szkocku to dolina, loch to jezioro a ben to szczyt 😀 Jak tylko wyjeżdżamy za miasto mam nos przy szybie. Stara się mówić jak najwyraźniej, ale wiadomo jak mówią Szkoci 🙂 Nasza grupa jest mieszana. My z Polski, są też Włoszki, para z Rumunii. Często są niedomówienia i bus wybucha śmiechem.

Nasz pierwszy przystanek to miasteczko Inveruglas i krótki przystanek nad Loch Lomond. Jest to największe jezioro w Szkocji i drugie (po Loch Ness) pod względem objętości wody. Pięknie wkomponowane w okalające wzniesienia znajduje się na terenie parku narodowego – Loch Lomond and The Trossachs National Park, który został utworzony, aby chronić rzadkie gatunki i te przepiękne krajobrazy. Na Loch Lomond znajduje się 60 wysp a na jednej z nich, Inchconnachan, żyje gatunek małych kangurów (walabia).

Z naszego punktu obserwacyjnego widzimy elektrownię wodną. Budowana w latach 1945-1949. Przy jej budowie straciło życie 21 mężczyzn.

Jedziemy drogą A82 i kierujemy się w stronę jednej z najatrakcyjniejszej doliny w tym rejonie – doliny Glencoe. Droga jest drugą, najdłuższą w Szkocji i uchodzi za najbardziej malowniczą, ponieważ wije się obok najbardziej znanych miejsc w rejonie Highlands. Po drodze wjeżdżamy do miasteczka Inverarnan i mijamy The Dover Inn, drugi z najstarszych pubów w Szkocji (działa od 1705 r). Podobno odwiedzał go Rob Roy MacGregor, nazywany Robin Hood’em Szkocji. Niestety, nie zatrzymaliśmy się, zresztą pada. Mam tylko zdjęcia z busa.

Ja siedząc w busie mam oczy dookoła głowy. Zastanawiam się, czy na tej drodze zdarza się dużo wypadków? Ja na pewno wyjechałabym z drogi 🙂

Gdzieś już wcześniej a może właśnie teraz wjeżdżamy w Rannoch More. Jest on jednym z ostatnich dziewiczych obszarów w Europie.  To przestrzeń 130 km kwadratowych niezamieszkanego pustkowia, na którym rozciągają się torfowiska, wrzosowiska, jeziora, rzeki i strumienie a wszystko to otoczone wzgórzami. Ja mogę powiedzieć, że to miejsce jest ponadczasowe, zachwyca surowym pięknem. Tutaj zatrzymujemy się na zdjęcia.

 Road to hell a właściwie w stronę Glencoe.
Wejścia do doliny strzeże Buachaille Etive Mor, wielkiego pasterza z Etive, na styku z Glen Etive.
Glencoe uważana za jedną z najbardziej malowniczych dolin w Szkocji.
Często nazywana Doliną Łez lub Płaczu. Ma to odniesienie do masakry, jaka miała miejsce w 1692 r., kiedy to kilkudziesięciu mieszkańców wioski Glencoe zostało haniebnie straconych przez żołnierzy króla Wilhelma III.
Ok 6000 hektarów do wycieczek pieszych, osiem szczytów do zdobycia a w tym trzy siostry, które Wam zaraz przedstawię.

Pogoda nas nie rozpieszcza, mży.

Wsiadamy do busa i jedziemy dalej

Przejeżdżamy przez miasteczko Fort William (piękne miasteczko niestety się nie zatrzymujemy) i wjeżdżamy w Great Glen. Great Glen to prawie stukilometrowe zapadlisko tektoniczne rozciągnięte między M Północnym a O Atlantyckim. Na jego krańcach leżą miasteczka Inverness i Fort William. W jego zagłębieniach znajdują się cztery jeziora a najsłynniejsze to Loch Ness. Pozostałe to Loch Oich, Loch Lochy i Loch Linnhe. Wszystkie jeziora połączone są Kanałem Kaledońskim składającym się z 29 śluz, 4 akweduktów i 10 mostów. Ufff 😉

Zanim dojedziemy do jeziora Loch Ness mamy przystanek przy Pomniku wzniesionym ku czci i pamięci Komandosów poległych w II wojnie Światowej. Widoki z tego miejsca są nieziemskie 😀

Napatrzyliśmy się, to w drogę 🙂 Jedziemy do Fort Augustus a stamtąd szukać tego słynnego potwora z  Loch Ness.

Tak sobie pomyślałam, w którymś tam momencie podczas trasy, szkoda iż nie zobaczę tych włochatych krówek, jak ja je nazywam Highlandki. I co słyszę, Peter (przewodnik) mówi przez mikrofon, że teraz postój i będą krówki 🙂 Jak to się teraz mówi, w młodzieżowym slangu, była radość 😀

Loch Ness to najprawdopodobniej jedno z najbardziej znanych jezior. Któż nie chciałby zobaczyć potwora Nessie. Najstarsze zdjęcie potwora pochodzi z 21 kwietnia 1934 r., kiedy to ‚ustrzelił’ go pułkownik Robert Wilson i to właściwie ono zapoczątkowało serię doniesień i opowieści o potworze. Wprawdzie w 1994 r. pułkownik przyznał się, że to mistyfikacja, ale rocznica pozostała i nawet w 2015 roku mogliśmy podziwiać stworzonego przez google tzw. ‚Google Doodle’

Ja wypatrywałam potwora i go znalazłam 😉

Dojechaliśmy do Fort Augustus, gdzie możemy płynąć w rejs, po Loch Ness za 13 Ł. Możemy, nie musimy. Płyniemy do zamku Urquhart. Akurat zaczęło padać. Pech.

Plan poglądowy 😉

To już nic nie gadam tylko wypatruję potwora 😀 Na łajbie wieje tak, że łeb chce wyrwać. M siedzi w pomieszczeniu zamkniętym a ja hasam po górnym pokładzie, ławeczki puste więc mogę wybierać dogodne miejsca na zdjęcia. Jak mnie tam nie zwiało do wody to zastanawiam się do dziś.  Słońce i chmurzyska na zmianę.

Dopływamy do zamku, a właściwie do ruin zamku. Do dnia dzisiejszego niewiele się z niego zachowało.

Kaczuszki nas witają, ja już prawie witam się z kaczuszkami

Dopływamy a kapitan mówi, że Ci, co mają czerwone bileciki to ustawiają się w kolejce. Nie mam czerwonego bileciku ale lecę. Nie mam, ale sobie kupię. Taaa, mówię kapitanowi, że chcę kupić ten czerwony bilecik a on, że  nie mogę. Podejrzewam, że byliśmy tam za późno.

Historia Zameu Urquhart rozpoczęła się w XIII w. i była momentami burzliwa. Ulokowany na dwóch wzgórzach, otoczony z trzech stron przez wody jeziora Loch Ness przez wieki był jedną z głównych twierdz w Szkocji i świadkiem wielu ważnych wydarzeń. Zamek zmieniał gospodarzy a gospodarze jego wygląd. Dzisiaj z ruin można podziwiać jezioro i wypatrywać Nessie 😉

Wracamy do busa i jedziemy do Glasgow. Przejeżdżamy przez bardzo ładne miasto – Inverness, ale się już nigdzie nie zatrzymujemy.  Miasto jest stolicą rejonu. Wydaje się być bardzo klimatyczne.

W Glasgow jesteśmy przed 20. Zmęczeni ale szczęśliwi. Co to był za dzień 😀

Wskazówki:

Wycieczka, wykupiona http://www.timberbush-tours.co.uk/ 40 Ł/os (płatność przez net, potwierdzenie na maila) + dopłata za rejs po Loch Ness (u przewodnika). Takich organizatorów jest więcej, bo po pierwsze jeden podjechał razem z naszym busem i co najważniejsze przewodnik był w kilcie, a po drugie na trasie spotkaliśmy jeszcze inne busiki. Było widać, że przewodnicy się znają.

Godziny otwarcia Zamku Urquhart https://www.historicenvironment.scot/visit-a-place/places/urquhart-castle/

Pogody to wiadomo, że nie da się przewidzieć a szkocka jest wyjątkowo wredna 😉 Ja byłam w marcu i słońce przeplatało się z deszczem ale było w miarę ciepło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *