Bałkany samochodem

A jak się jeździ po Bałkanach. Nie umiem tego ująć w jedno słowo. Bakany są specyficzne. Im dalej na południe tym chaos jest większy. Czego się spodziewać na drogach? Wszystkiego!

Niezabezpieczone roboty drogowe. Nieoznakowane pojazdy po zmroku.
Wozy zaprzęgnięte w osiłki (podobno nawet na autostradzie, chociaż ja nie widziałam), zwierzęta idące środkiem drogi, wąskie i kręte ulice. I nieważne czy drogi pną się w górę, czy prowadzą w dół. Jedno wiadomo. Widoki wyrwą nas z foteli samochodów.

Jak już pisałam, stan głównych dróg jest dobry, chociaż spodziewać się na nich można wszystkiego, np.: kamień wielkości pięści na autostradzie. Skąd? Kto go tam wie. W górzystych obszarach przejazd kilkudziesięciu kilometrów może zająć, jak nam się wydaje, absurdalną ilość czasu. Nie dowierzacie? Ale tak będzie.

Często jechaliśmy wolniej, niż dozwolona prędkość, bo widoki za oknem zachwycały. Jak tylko można było się zatrzymać, M już nawet nie pytał, tylko stawał. Ja nie marudziłam, tylko wychodziłam z aparatem. Następnym razem mógł się nie zatrzymać 😉

Na granicach nie było kolejek, ale my byliśmy maj/czerwiec. W miesiącach letnich kolejki mogą być spore.
Nigdy nie spotkaliśmy się z niechęcią. Kilka razy nas odpytano, co zamierzamy zwiedzić, życzono miłego pobytu i przepuszczano. Nigdy z niczego nie musieliśmy się „spowiadać”, niczego pokazywać, oprócz dokumentów. Zielona karta, paszporty. Ponadto na granicy w Kosowie trzeba wykupić dodatkowe ubezpieczenie za 15e/14 dni. Tam zielona karta nie jest honorowana.Na miejscu należy poszukać odpowiedniej budki z szyldem BKS. Ja po prostu zapytałam. Miły pan spyta o dane, wypełni kwitek. Mnie nawet zagadał. Ja to się nie cyrtolę i zawsze najpierw „dzień dobry” i uśmiech. Po Polsku. Zazwyczaj staram się umieć dzień dobry w miejscowym języku, jednak tu wszystko mi się pomieszało. Pan jak usłyszał, że jestem z Polski zaczął wypytywać. My tylko na kilka godzin, to nie było za bardzo, o czym opowiadać. Oczywiście chcielibyśmy na dłużej, ale czas.

My z założenia jechaliśmy autostradami tam, gdzie to możliwe. Jeszcze przed podróżą kupiliśmy internetowo winietę na autostradę węgierską. Koszt to kilkanaście euro. Przed granicą z Czechami zatrzymaliśmy się na stacji i wykupiliśmy winietę na miesiąc, za niecałe 100 zł. Wszystkie pozostałe przejazdy płaciliśmy na bieżąco.
Nie były to jakieś zawrotne kwoty. Największe koszty to Chorwacja, ale autostrada jest luksusowa 🙂 Wszystkie tunele oświetlone, asfalt w stanie idealnym.

Wszędzie można płacić w euro. My zabraliśmy tylko euro i wymienialiśmy. W zależności, w jakim kraju się znaleźliśmy. Tylko w Sarajewie zapłaciliśmy prowizję za wymianę.
Co nas trochę zdziwiło, ale machaliśmy ręką. To nie mogło nam zepsuć wieczoru.
Za to, co nam zostało i wiedzieliśmy, że już nie będziemy potrzebować, to tankowaliśmy.
Mina pana na stacji jak chcieliśmy zatankować w Macedonii, za jakieś kilka groszy, bezcenna.

Ceny paliwa też jakoś nie wprawiały nas w osłupienie. Porównywalne z Polską. W Poznaniu jest inna cena niż w Jastrzębiu-Zdrój. Inna przy autostradzie i inna, jak się zjedzie z niej. Dla przykładu mogę podać, że w moim regionie cena za litr wynosiła 4,23 zł. Przed granicą „dotankowaliśmy” za 4,75 zł/l. Oczywiście można to sprawdzić na różnych stronach internetowych, gdzie jest taniej. Ceny jednak są uśrednione i czasami nijak ma się to do aktualnej sytuacji. My tankowaliśmy przed granicą z Czechami, potem na Węgrzech, Kosowie, Czarnogórze, Chorwacji, Austrii i w Polsce.

Ponadto czego nie wiedziałam przed wyjazdem. Płacąc kartą euro w walucie innej niż euro, mój bank przelicza to na dolary, a potem na euro. Obłęd w ciapki. Najśmieszniejsze, że kartę USD też posiadam, ale na to nie wpadłam. Lepiej płacić kartą w PLN, chociaż pewnie i tak Cię orżną.

Wiele osób mi mówi, że mnie to łatwiej podróżować, bo znam angielski i się wszędzie dogadam. To na Bałkanach nie wszędzie. Na granicy i owszem. W Serbii w hotelu, kantorze nie było problemu. W piekarni już tak. Natomiast zawsze niezawodna jest gestykulacja i uśmiech. Zawsze działa. Nie tylko w tym regionie.

Czy to Macedonia, czy Czarnogóra, czy Albania sprzedawcy podstawowe zwroty znają. Młodsi wiadomo lepiej, starsi zależy, na kogo się trafi. Właściciel naszego noclegu w Albanii biegle mówił po angielsku, a swoje lata już miał. Natomiast jego żona ni w ząb. W Chorwacji nigdzie nie było problemu.

Bałkany w liczbach. 12 dni. 4900 km na kołach, ile kilometrów na nogach, nie wiem. 6 odwiedzonych krajów. Plan wykonany w 90%.

Wskaźnik zadowolenia 100% 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *