Kotor oraz Boka Kotorska – Czarnogóra

Czarnogóra to największe zaskoczenie naszej ‚wyprawy’ na Bałkany. Oczywiście pozytywne! Masywy górskie rozciągające się przed oczami i wpadające do lazurowej wody. Klimatyczne miasteczka z labiryntem wąskich uliczek, w których można by się gubić cały dzień. Przyjaźni ludzie, którzy witają Cię z uśmiechem. Ponadto serpentyny dostarczają niezapomnianych wrażeń, szczególnie jeśli mijasz się na nich z autokarem.

My zatrzymaliśmy się po drugiej stronie Kotoru, w miejscowości Prcanj. Spokojne miasteczko wzdłuż zatoki, jakich wiele.
Pod nosem sklepiki, restauracje, nawet własne kamienne molo. Jedyny minus to brak plaży.


Początkowo miały to być dwa dni, ale miejsce nas oczarowało na tyle, że zostaliśmy dłużej.


Czemu nie chciałam zakotwiczyć w Kotorze? Chcieliśmy trochę odpocząć od zgiełku miast, zwolnić tempo, zrobić przerwę w rozpakowywaniu i pakowaniu walizek. Myślę, że w połowie naszej trasy to był bardzo dobry pomysł. Odpocząć się za dużo nie dało, ale zawsze coś.


Oczywiście naszą główną atrakcją w Czarnogórze miał być Kotor (nie chciałabym się powtarzać, naprawdę, ale muszę), który zobaczyłam kilka lat temu na filmie 🙂 Co ciekawe film pokazywał Kotor od strony wody. Niestety nie mogę go znaleźć, choć cały czas mam go w pamięci.


Wiedziałam, że do Kotoru trzeba przyjechać po południu, kiedy to wszystkie wycieczkowce już odpłyną.

Od rana ‚zaliczamy’ 25 serpentyn, czyli starą drogę z Kotoru do Cetyni.


Jedna z najpiękniejszych tras w Europie. Bez dwóch zdań, widoki zachwycają, za każdym zakrętem. Oczywiście droga jest wąska, pnie się do góry i jest kręta, co dostarcza, oprócz widoków, niezapomnianych emocji.


Bardzo ciekawie ta trasa już wyglądała na nawigacji 🙂 Jeszcze jak na tych wąskich zakrętach spotkasz autokar, to jest naprawdę wesoło. Wzdłuż trasy są miejsca, gdzie można się zatrzymać. Może nie za każdym zakrętem, ale są. Jest też kilka tarasów widokowych.


A fiordy widziałeś? Fiordy to mi z ręki jadły 🙂 Boka Kotorska, bo o niej mowa, porównywana jest często do norweskich fiordów. Zachwyca pięknem, ale fiordem nie jest, tylko zalaną doliną rzeczną. Mnie to w ogóle nie przeszkadza 😉

Na Kotor nie mieliśmy żadnego planu. Po prostu chcieliśmy powłóczyć się po mieście i wejść na wzgórze.
Perełka Czarnogóry położona jest wzdłuż jednej z piękniejszych zatok i jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecza, w południowo-wschodniej Europy.  Otoczony z trzech stron górami Lovcen, Vrmac i Dobrota.

Stare miasto, które wpisane jest na listę światowego dziedzictwa Unesco, otoczone jest murami obronnymi. Co ciekawe ulice starego miasta nie mają nazw.

Łączna długość murów obronnych to 4,5 km długości, 20 m wysokości i szerokości od 2 do 15 m.

Do miasta można wejść przez trzy bramy, po których przekroczeniu gubimy się w plątaninie wąskich i krętych uliczek, przeplatanych placami. Z pewnością też trafimy na jakiś kościół, czy pałac.


Pierwsze wzmianki o mieście datuje się na IX w. Najpierw panowali tutaj Grecy, potem Rzymianie aż w końcu dostało się pod panowanie Republiki Weneckiej, która upadła w XVIII w. Miasto w tym okresie zyskało typową zabudowę wenecką, którą można podziwiać do dziś.

Ponadto w tym czasie wybudowano łańcuch murów obronnych, ze wzgórza nad miastem aż do morza.
Dzięki temu Kotor nigdy nie został zdobyty. Później historia miasta jest równie ciekawa i zawiła, a od 2006 roku wchodzi w skład niepodległej Czarnogóry.

Na szczycie wzgórza znajduje się Twierdza Św. Jana.


Chciałam być na zachód słońca przy twierdzy. Zachód był niestety nijaki.

Im wyżej się wspinamy, tym bardziej widoki zachwycają.

Mury pną się do góry, więc za nic mając zadyszkę i siódme poty pokonujemy 1400 schodków z nadzieją, że to co zabaczymy ze szczytu wynagrodzi nam cały trud. Wejście na górę zajmuje około godziny, wszystko zależy od kondycji i motywacji. Nam się nie spieszyło. Co chwilę też przystawialiśmy na zdjęcia.

Schody są śliskie i wąskie, trzeba uważać. Ponadto głowa chce się urwać od widoków.

W połowie drogi na szczyt mijamy Kościół Matki Bożej od Zdrowia, który dumnie góruje nad starówką. Kościół wzniesiono w XV w,  przez ocalałych, po zarazie dżumy, która nawiedziła miasto.

Oczywiście można tam przysiąść na chwilkę, zresztą wzdłuż całej trasy wspinaczki można to zrobić.

Dojście do na wzgórze zajmuje dużo czasu i sporo wysiłku. Z twierdzy nie pozostało do dzisiaj zbyt wiele. Niemniej jednak warto wejść tam wejść, chociażby dla panoramy na zatokę.

Pomimo, że Kotor to najmniejsze miasto, które odwiedziliśmy podczas naszej ‚szwędaczki’ po Bałkanach.  Jednogłośnie stwierdziliśmy, że trzeba będzie tam wrócić.

Znajdziemy tutaj klimat włoskich miasteczek, norweskie krajobrazy i klimat łagodniejszy niż u nas.

I nawet naszła mnie ostatnio myśl, żeby odwiedzić Czarnogórę poza sezonem. Tanio można dolecieć z Berlina do Podgorica. Ze stolicy autobusy jeżdżą często a koszt niewielki. Kto wie 🙂

Wskazówki:

Wejście na mury 3e, po 19:00 gratis.

Pan bileter 😉

Pamiętać należy o wygodnych butach i zapasie wody oraz upałach. Słońce nie będzie Twoim sprzymierzeńcem.

Nocleg w Prcanj – Old Mariner Kotor – 40e/pokój/noc.

Wzdłuż zatoki jeżdżą autobusy Blue Line, gdyby ktoś dotarł tam bez swojego samochodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *