Zemsta Bogów i tragedia napisana przez pogodę czyli Ateny w styczniowy weekend ;)

Dlaczego Ateny? Mam takie marzenia w swojej głowie, w różnych szufladkach, które zawsze były odkładane na później. Bo praca, bo dom, bo dziecko, bo mąż, bo pies … W końcu powiedziałam dość temu BO i jak tylko pojawia się okazja, nie zastanawiam się ani chwili. Chwilę później zastanawiam się jak to będzie z moim budżetem i pewnie od tego nabawiłam się siwych włosów, ale zawsze jakoś to jest 😉
Ciemność widzę, ciemność … czyli z chaosu wyłania się plan 🙂
Wylot w sobotę a powrót we wtorek rano. Oczywista oczywistość to Akropol, w który wgapiałam się w szkole. Druga oczywistość to pompony pod Parlamentem. Uroczysta zmiana warty jest w niedzielę o 10:30, a taką mam w planie zobaczyć 😉
Jak już będę w tych Atenach to, czemu nie skoczyć na jakąś wyspę, hmm. Tak narodził się szatański pomysł, aby na jeden dzień polecieć na Santorini. To jest ta zemsta Bogów, bo ostatecznie nie poleciałam 😉 Za to znam lotnisko w Atenach i wiem jak należy wyjść już spod gejtów. Każdy kolejny dzień planowaliśmy zgodnie z pogodą.
Sobota (pochmurnie i wietrznie) – szlajanie po Atenach,
Niedziela (słonecznie)  – zmiana warty i Akropol a potem szlajanie po Atenach
Poniedziałek (pochmurnie, deszczowo i wietrznie) – miało być Santorini a było szlajanie po Atenach.
Chciałam zobaczyć port w Pireusie, ale przy takiej pogodzie to nie miało sensu. Za to ostatniego dnia odkryliśmy Anafiotikę, pod Akropolem. Polecam każdemu. Nie ma tego złego … 😉
Hotel wybrałam w centrum, ze śniadaniem. W miarę blisko stacji metra.  Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Grecja to kraj strajków 🙂 Nam się na szczęście przytrafił w ostatni dzień i na lotnisko pojechaliśmy autobusem.
To też była śmieszna historia, bo ostatniego dnia jakoś wcześniej wróciliśmy do hotelu. Pogoda nie  szczególnie dopisywała. Właściwie to mieliśmy już się nigdzie nie ruszać. Nasze ADHD jednak nie pozwoliło usiedzieć nam na tyłkach, więc postanowiliśmy ruszyć się pod Parlament i pokręcić jeszcze po mieście a może i coś przegryźć. Wychodząc z metra usłyszałam słowo strajk, komunikat był nadawany po angielsku. Zapaliła mi się żaróweczka i mówię do M, Ty jutro metro strajkuje, na co M użył niecenzuralnych słów a ponieważ lot mamy rano to jakieś opóźnienia nie są mile widziane. Poszliśmy do okienka na stacji i pani nam wyjaśniła co i jak, ale też był powieszony komunikat na tablicy ogłoszeń. Wiedziałam, że na lotnisko można pojechać metrem albo autobusem z Placu Syntagma, więc jak już byliśmy pod Parlamentem to sprawdziliśmy skąd odjeżdża autobus. Z naszego hotelu to 10-15 min drogi spacerkiem. Tragedii tym razem nie będzie 😉
Tragedią była pogoda, jak dolecieliśmy. Akurat w ten weekend zapowiadali kilka stopni, wiatry i deszcz. Jak dolecieliśmy wiało tak, że nie wiem jak pilot wylądował. Miałam stracha 😉 Na szczęście nie padało. Przez ten wiatr było chłodno.
Na lotnisku kupujemy bilet 3 dniowy za 20e (teraz 22e) i idziemy na stację.
Do centrum dojeżdżamy po 40 min i jak zwykle Huston mamy problem 🙂 Którędy??? U mnie to standard. Wydrukowane mapki nijak mają się do rzeczywistości. W końcu odpalamy maps.me i odnajdujemy nasz hotel. Mam mieszane uczucia.
Pierwsze, co razi po wyjściu z metra to hałas, potem brud a może na odwrót.
Czerwone światło to dla zmotoryzowanych sugestia i do ostatniego dnia nie czuję się bezpiecznie na pasach.
Kilka razy, w ciągu całego pobytu przystaję, gdy widzę, co kierowcy wyprawiają na ulicy.
Żadne zasady pierwszeństwa chyba nie obowiązują.
Jakie są dla mnie Ateny. Ciepłe i pełne chaosu 🙂
Wiele razy słyszałam, że Ateny to najbrzydsza stolica Europy. Pewnie, że nie można ich porównywać z Paryżem czy Lizboną, ale mają swój klimat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *