Jeden dzień w krainie czarów

Czeska i Saksońska Szwajcaria to właśnie dla mnie kraina czarów, ale nie ma w niej żadnych magów i dobrych wróżek. Są zamki, mosty, piękne formacje skalne oraz wspaniałe krajobrazy, które są tak zachwycające, że otwierasz oczy szeroko i stoisz jak zahipnotyzowany.

Pierwszym punktem naszej wycieczki jest zamek. GPS ustawiony na miasteczko Königstein. Samochód zostawiamy na parkingu i idziemy szukać zamku. Zamku nie znajdujemy ale znajdujemy autobus, który nas tam zawiezie.

Na teren twierdzy można wjechać taką windą, w cenie biletu (10e). Robi wrażenie. Do biletu dostaliśmy mapkę, po polsku.

Cały kompleks można obejść murami obronnymi, co zrobiliśmy. Jak już pisałam, przez cały weekend pogoda nas nie rozpieszcza, więc widoki są belejakie 😉 Przy słonecznej pogodzie pięknie widać okolice.

Twierdza jest rozlokowana na 10 hektarach. W skład kompleksu wchodzi wiele budowli obronnych i umocnień.

Pierwsze wzmianki nt twierdzy pochodzą z XIII w. Obecny kształt twierdzy powstawał przez blisko 8 stuleci. Wszystko wkomponowane w skały.

W oddali nieśmiało odsłania się Lilieinstein. Poniżej miasteczko Königstein nad Łabą. Stamtąd przyjechaliśmy.

Zamek Fryderyka, wieża obserwacyjna przebudowana na pawilon.

 Wieża głodu. Pełniła dwie funkcje. Była wieżą obserwacyjną i więżą męki skazańców. To tutaj znajdowały się lochy. Spuszczano takiego delikwenta na linie, który to umierał powoli w mękach bez wody i pożywienia.

Cały kompleks twierdzy to 50 budowli różnego przeznaczenia. My zaczęliśmy zdobywanie twierdzy od wjazdu windą i przejściu dookoła murami, należało odwrotnie, więc teraz schodzimy w kierunku wyjścia/wejścia.

Droga do twierdzy i umocnienia.

Twierdza położona na wzgórzu (247 m nad poziomem morza), uważana była za nie zdobycia. Wierzono, że więźniowie polityczni są tutaj najbezpieczniejsi.

Aby zdobyć twierdzę trzeba było przedrzeć się przez dwie bramy. Pierwsza brama główna, fosa i most zwodzony. Za nią był stromy podjazd po kamieniach. Miałam problem, żeby wejść pieszo a co dopiero podjechać na koniu. Po drodze mnóstwo wnęk, z których można było atakować.

Jednak to jeszcze nie koniec 🙂 Jeśli wróg przedarł się przez dwie bramy, stromiznę to i tak nie miał łatwo.

Jak już pokonamy stromizny, to znajdziemy się na dziedzińcu głównym. Tutaj można kupić wodę, napić się kawy i chyba nawet można coś zjeść.

Spichlerz czy też magazyn żywności. Kondygnacja trzypiętrowa oraz rozbudowany system piwnic.

Herb a za nim zamek Georga i bateria Georga.

Oczywiście z każdej strony zamku piękne widoki, można by tutaj zostać choćby i do wieczora, ale na nas już czas.

Następnym punktem, w naszej krainie czarów, jest Bastei. Tak przywitały nas formacje skalne, powstałe miliony lat temu, w wyniku erozji wodnej. Stałam przez chwilę z wielkim WOW na twarzy 🙂

Między skałami i wokół mostu są liczne szlaki, którymi można spacerować i podziwiać skały oraz most, z różnej perspektywy. Na trasie jest wiele tarasów widokowych.

Most powstał w XIX w, nad wąwozem Mardertelle, do średniowiecznego zamku Neurathen. Widok z zamku Neurathen.

Zamek to zbyt dużo powiedziane, bo dzisiaj to właściwie pozostałości. Kiedyś prezentował się naprawdę okazale.

Widok na Łabę

Ostatnim naszym przystankiem jest Brama Pravcicka. Największa naturalna brama skalna w Europie.

Spacer jest całkiem przyjemny choć czasami męczący.

W końcu naszym oczom ukazuje się ten cud natury.

Przy bramie znajduje się letni pałacyk Sokole Gniazdo. Zbudowany w 1881 r.
Stojąc na tarasie pałacyku można zrobić zdjęcia bramy, ale ja zachęcam do wejścia do kompleksu.

Na terenie kompleksu są schody i tarasy widokowe, z których można podziwiać bramę oraz otaczającą ją okolicę.

Pomimo złej pogody, a może ta dodała uroku okolicy, zamierzamy tam wrócić. Myślę, że nawet jakbyśmy tam pojechali na cały tydzień, to byśmy się nie nudzili 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *