Dubrownik

Miasto, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Malowniczo położone nad Adriatykiem, w słonecznej Dalmacji.  Piękna architektura i burzliwa historia. Nazwane „perłą Adriatyku”. Najbardziej znana część Dubrownika – Stare Miasto, w całości, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Dodatkowo zapisane na niejednej „bucket-list” i z pewnością dosyć wysoko.

My swoją podróż do Dubrownika rozpoczynamy z Prčanja. Przeprawiamy się promem, zamiast objeżdżać dookoła zatokę. Początkowo mieliśmy zostać tutaj na noc, ale nasza miejscówka spodobała nam się tak bardzo, że z tego pomysłu zrezygnowaliśmy.

Kierujemy się na Wzgórze Srd, z którego można zobaczyć miasto w całej okazałości i podziwiać okolicę. Sam dojazd już podnosi nam poziom adrenaliny. Droga jest wąska i stroma, a samochody zjeżdżające niczego nie ułatwiają.  Na wzgórze można się dostać również kolejką linową, z miasta, lub pieszo.

Widok ze Wzgórza na Stare Miasto i wyspę Lokrum

Wojna na Bałkanach, tak jak i innych krajów tego regionu, także nie oszczędziła. Miasto zostało ostrzelane ze Wzgórza Srd przez czarnogórskich i serbskich żołnierzy. Na wzgórzu znajduje się Fort imperial, niestety był zamknięty na trzy spusty.

Pierwsza osada powstała na skalistej wysepce, oddzielonej od lądu bagnistym przesmykiem.  Nazywała się Laus, co z greckiego oznaczało skałę. Następnie na zboczach wzgórza Srd osiedlili się Słowianie, nazywając swoją osadę Dubrava, od porastającego ten teren dębu skalnego. Obie osady funkcjonowały obok siebie do XII w., kiedy przesmyk zasypano. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się główna ulica miasta – Stradun.

Połączona osada, znana była jako Ragusa. Strategicznie położona stała się nie tylko potęgą morską, ale również celem ataków. Otoczona murami, była potężnym niezależnym miastem, rywalizując z Wenecją. Cieszyła się czasem dobrobytu aż do trzęsienia ziemi w XVII w. Po tym, miasto zrekonstruowano w stylu, który przetrwał do dziś.

W tle Kościół św. Mikołaja. Jeden z najstarszych w Dubrowniku.

Pomimo że jesteśmy tutaj na początku czerwca, Stare Miasto jest mocno zatłoczone. Przez chwilę zastanawiałam się, jak to wygląda w sezonie. Samochód zostawiamy na parkingu, przy murach do Starego Miasta.  Dosyć szybko udało nam się znaleźć miejsce. W obrębie murów ruch kołowy jest zakazany.

Po przejściu bramy otwiera się labirynt wąskich uliczek, a w nich sklepy z pamiątkami. W zaułkach upchnięte malutkie restauracyjki.

Nie mamy żadnego planu. Idziemy przed siebie. Chcemy powłóczyć się po starym mieście. Tak trafiamy na główny trakt starówki – Stradun. Najbardziej rozpoznawalna ulica tego miasta, łącząca bramy Pile i Peskarija. Na początku i końcu ulicy znajdziemy fontanny.

My znajdujemy na jednym końcu Wieżę Zegarową  a na drugim końcu Studnię Onufrego. Za studnią jest wejście na mury obronne. Nawet myślałam, żeby wejść, ale cena mnie powaliła. Przed wyjazdem czytałam, że bilet kosztuje 100 kun. Wydawało mi się trochę drogo, ale jeszcze do przełknięcia. Cena 150 kun to dla mnie przegięcie. Zresztą kolejka do wejścia też odstraszała. Podobno spacer po murach zajmuje około dwóch godzin. Nie mogę potwierdzić.

Studnia wybudowana w 1438 r. była bogato zdobiona. Podczas trzęsienia ziemi w 1667 r. zdobienia uległy zniszczeniu. Zachowało się 16 rzeźbionych masek, z których wypływa woda. Podobno, kto się napije tej wody, bądź ją obmyje, na pewno tutaj wróci. Nie wiem, nie piłam 🙂

Wejście na mury.

Wieża jest częścią Pałacu Rektorów. Wysoka na 31 m. Wieża zegarowa została wybudowana w 1444 r. Na jej szczycie znajduje się skomplikowany zegar astronomiczny oraz dwie figurki, które wybijają godziny.

Obok znajduje się Pałac Sponza, który jako jedyny przetrwał trzęsienie ziemi, które nawiedziło Dubrownik w 1667 r. Zbudowano go w 1522 r., w stylu gotycko – renesansowym.

W informacji turystycznej bierzemy mapę, ale i tak nie wiemy, co chcemy zobaczyć, więc rzadko do niej zaglądamy.  W sumie to dobrze się składa, przy atrakcjach jest tłumnie. My zagłębiamy się w wąskie uliczki. Bez celu.

Moglibyśmy chyba tak chodzić cały dzień. To jest prawdziwe oblicze Dubrownika. Trochę przypomina mi Włochy. Wiszące pranie, kwiaty i wąskie uliczki. Tutaj zdecydowanie mniej turystów.

W mieście kotów nie mogło zabraknąć kotów 😀 W ogóle nie zwracały na nas uwagi.

Stare Miasto jest niewielkie. Kręcąc się po nim, w pewnym momencie wchodzimy na mury obronne, które je okalają. Powstały między VIII wieku do XVI. Mają długość prawie 2 km, do 25 m wysokości i do 6 m szerokości. Do miasta prowadzi pięć bram. Oczywiście pełniły funkcje obronne.

Stary port w Dubrowniku. Nadal jest używany.  W przeszłości był ważnym ośrodkiem handlu i żeglugi morskiej.

Nikt nas nie zatrzymuje, ale przy następnej bramce musimy je opuścić. Wchodzimy znowu na Stradun.

Mijamy Kościół św. Błażeja. Patrona Dubrownika. Zbudowany w tym miejscu kościół w XIV wieku, pomimo tego, że przetrwał trzęsienie ziemi, spłonął w pożarze. Budowę obecnego zakończono w 1715 r.

Opuszczamy Dubrownik. Mam mieszane uczucie. Niezaprzeczalnie Stare Miasto ma swój urok, na pewno można poczuć tam klimat średniowiecza, ale jest zatłoczone, a turysta jest traktowany jak maszynka do pieniędzy. Czy chciałabym tam wrócić? Chciałabym, ale wybrałabym inną porę roku i dnia.

Wskazówki

Parking przy murach 40 kun/h płatność w parkometrach, tylko w chorwackiej walucie lub kartą.

Wjazd samochodem na wzgórze Srd – bezpłatne.

Wejście na mury obronne 150 kun/os.

Warto być w Dubrowniku jak najwcześniej i zabrać spory zapas wody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *