Santo Domingo

Przed wyjazdem naczytałam się, że historyczna część stolicy Dominikany jest magiczna i pełna uroku. Przepełniona zabytkami. Obfitująca w  kolonialne budynki, place i  skwery. Pełna wspaniałych rezydencji i majestatycznych kościołów. W 1990 r. wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Nie było więc innej opcji. Trzeba tam zawitać!

Najpierw miałam plan, aby jechać tam na jeden dzień, ale ostatni autobus do Bavaro odjeżdża z Santo Domingo o 16:00. Podróż trwa 3h. Obawiałam się, że zostanie nam za mało czasu. Ponadto byśmy nie zobaczyli Los Tres Ojos. Postanowiliśmy, że wykupimy wycieczkę.

Dzień rozpoczynamy jak zwykle wcześnie. Już o 7:00 jesteśmy pod naszym sklepem B&M. Nikogo nie widać. Pustki. Żadnego busika. No nic. Czekamy … Po kilku minutach zza zakrętu wychodzi pan. Początkowo nie zwracamy na niego uwagi. Podchodzi do nas i pyta się: Santo Domingo? Kiwamy głowami. Mówi, że autokar stoi właśnie za zakrętem. Patrzymy na siebie, ale idziemy. Pan zostaje. W głowie przelatują czarne scenariusze. Uff. Jednak wszystko w porządku. Autokar rzeczywiście stoi. W środku dwoje ludzi. Nie wyglądają na złoczyńców 😉   Wsiadamy. Chwilę czekamy i zjawia się pan, który okazał się kierowcą. Tak sobie myślę, dziwne to to. Taki wielki autokar. Nas w sumie czworo. Ruszamy i jedziemy. Po drodze przystanki. Dosiadają się do nas ludzie na wycieczki na Saonę. To już w ogóle dziwne. Jedna stacja benzynowa i przesiadka do busika. Druga stacja benzynowa i znów przesiadka. Obok drugi busik. Widać przy nim zamieszanie. Chętnych więcej niż miejsc w busiku. I nagle zjawia się nasz autobus 🙂 Śmiejemy się, że będzie kolejna przesiadka. Nic z tych rzeczy. Autobusem pojechali ci na Saonę 🙂 Taka ciekawostka, zbiórka była o 7:00 a wyjechaliśmy przed 9:00 😀

Nasz pan kierowca wypytał się nas skąd jesteśmy i tak nas później nazywał Polska, Argentyna, Kolumbia itd. Za bardzo rozmowny nie był, przynajmniej po angielsku. Podróż jak to podróż. Jeden przystanek na stacji benzynowej i później już przy jaskiniach. Przydzielony nam przewodnik przy jaskiniach był naszym przewodnikiem po Santo Domingo.

Santo Domingo stolica i największe miasto Dominikany. Założone w 1496 r. u ujścia rzeki Ozamy, na południowym wybrzeżu wyspy, przez brata Krzysztofa Kolumba, Bartolomeo. Ochrzczone jako La Nueva Isabela na cześć królowej Hiszpanii Izabeli. Pierwsze europejskie miasto w Nowym Świecie.

Przejeżdżamy obok latarni morskiej – Faro do Colon, która jest pomnikiem Kolumba i tam spoczywają jego szczątki. Ta monumentalna budowla została zbudowana z betonu, na planie krzyża. Ma 210 m długości i 60 m szerokości. Uroczyste otwarcie odbyło się w 500 rocznicę przybycia Kolumba. W nocy wysyła w niebo snop światła z ponad 250 reflektorów.  Obok stoi Papamobile, którego używał Jana Paweł II podczas podróży po Ameryce Łacińskiej.

Pierwszy przystanek w stolicy pod Pałacem Prezydenckim. Uważany za najładniejszy budynek zbudowany na Dominikanie. Podobno pierwowzorem projektu był Kapitol w Waszyngtonie. Budowa rozpoczęła się w stulecie niepodległości wyspy.

Później jedziemy wzdłuż oceanu. Wzdłuż wybrzeża ciągnie się promenada – Malecon.

Plac na cześć prezydenta Juana Boscha 

Fuerte de San Gil –  3 stronny fort został wybudowany między 1503 – 1510 r. To była pierwsza część obrony, otoczonego murem miasta Santo Domingo a zwanego teraz Zona Colonial.

Czas na obiad. Widok z naszej miejscówki.

Po obiedzie kierunek Zona Colonial – największa atrakcja turystyczna stolicy Dominikany. Pierwsza osada europejska w Ameryce znajdowała się właśnie tutaj. W wąskich brukowanych uliczkach, wśród budynków z wielowiekowymi fasadami znajdziemy historyczne miejsca i zabytki. Jest ich ponad 300. Można się przenieść w czasie.

Kościół i Klasztor Dominikanów. Jeden z najstarszych budynków w Mieście Kolonialnym, w którym mieścił się pierwszy uniwersytet w Nowym Świecie.

Zatrzymujemy się przy sklepie z pamiątkami. Wszyscy wysiadają z busa i 30 min przerwy na zakupy. Mnie trochę puszczają nerwy. Jest już grubo po 13:00, a my mamy kolejną przerwę. Jeszcze nic nie zobaczyliśmy. Pytam przewodnika, czy mogę iść sama. Na co on odpowiada, że teraz są zakupy. Nie wytrzymałam i powiedziałam, że ja tu nie przyjechałam na zakupy tylko na zwiedzanie i odeszłam. Po kilku minutach podszedł do mnie i powiedział, że możemy iść w stronę Parku Kolumba -Parque Colón i tam poczekać na grupę.

Po drodze trafiamy do Muzeum Czekolady.  Muzeum to raczej tylko z nazwy. Pomimo że są różne informacje o czekoladzie, narzędzia i nasiona/owoce kakaowca, to przypomina to sklep. Można też wziąć udział w różnego rodzaju warsztatach.

Za muzeum trafiamy na najpopularniejszą ulicę Zona Colonial – Calle El Conde. Nie mylić z najstarszą ulicą, którą jest Calle Las Damas 😉 Calle El Conde była najważniejszą arterią od czasów kolonialnych. Jest wyłączona z ruchu kołowego.

Park Kolumba to centralny plac historycznej dzielnicy. To miejsce tętniące życiem. Pełen jest restauracyjek i sklepików wypełnionych turystami. Tutaj miejscowi przy rozkładanych stolikach, otoczeni tłumem gapiów grają w domino.

W centrum parku znajdziemy pomnik Kolumba a tuż obok najstarszą katolicką katedrę obu Ameryk – Catedral Santa Maria La Menor. Budowa rozpoczęła się w 1512 r. a ukończona w 1540 r.

W środku znajduje się 12 kaplic ozdobionych freskami i witrażami. Katedra była niegdyś siedzibą Sir Francisa Drake’a, słynnego angielskiego pirata, który obrabował Santo Domingo w 1586 roku.

Główny Ołtarz

Plaza Maria de Toledo plac na cześć żony syna Kolumba. Uroczy plac z fontanną na którym można złapać oddech podczas spacerów po historycznym centrum.

I jesteśmy na Calle Las Damas. Pierwszej brukowanej ulicy Nowego Świata. Najważniejszymi budynkami na tej ulicy są: Narodowy Panteon i Fort Ozama. My tego drugiego nie obejrzeliśmy.

Narodowy Panteon został zbudowany w latach 1714-1746 przez Hiszpana Geronimo Quezada y Garçon i był pierwotnie kościołem jezuickim. Był ostatnim budynkiem skonstruowanym przez Hiszpanów w Santo Domingo. Obecnie jest narodowym symbolem Dominikany i służy jako miejsce spoczynku najbardziej uhonorowanych obywateli Republiki.

Podobno identyczny znajduje się w Rzymie.

Calle Las Damas pierwsza brukowana uliczka w Zona Colonial. To przy niej znajdowały się szlacheckie rezydencje i to ona prowadzi do Alcázar de Colón (rezydencji syna Krzysztofa Kolumba – Diego). Żona Diego, Maria de Toledo i jej przyjaciółki przechadzały się w pogodne wieczory tą ulicą. Stąd  nazwa. Dzisiaj te rezydencje są przekształcone w muzea, hotele czy budynki rządowe.

Po prawej Museo de las Casas Reales

Dochodzimy do Placu Hiszpańskiego przy którym znajdują się sklepy i restauracje. Przypomina mi to Poble Espanyol, którą odwiedziłam w Barcelonie 😉

W oddali główna brama miasta – La Puerta de San Diego

Alcázar de Colón zbudowany w 1512 r. dla syna Kolumba i jego żony. Z jednej strony widok na Plac Hiszpański, z drugiej na rzekę Ozama. Pierwsza siedziba królewska w obu Amerykach. Ufortyfikowana i przekształcona na muzeum. Odtworzone 22 pokoje pokoje i loggie  na otwartej przestrzeni zdobią obrazy i gobeliny oraz antyki. W czasach swojej świetności pałac miał ich dwa razy więcej.

Widok z pałacu na Plac Hiszpański

Widok na rzekę

Na koniec sesja foto 🙂

To był ostatni punkt naszego spaceru po Santo Domingo. Nie udało się zobaczyć wszystkiego. Jednak myślę, że było warto oderwać się na jeden dzień od plaży i spojrzeć na Dominikanę z innej perspektywy.

Kilka luźnych pstryków z naszego spaceru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *